RSS
sobota, 22 września 2007
Kończę (na szczęście nie tak jak Miller)
Ponieważ Marcin powrócił na ojczyzny łono, tym samym blog umiera śmiercią naturalną. Z żalem ogłaszam tą wiadomość, bo wnioskując po statystykach, ilość unikalnych odwiedzin wyraźnie przekroczyła liczbę znajomych Marcina. Żałuję tylko, że ze wzgledu na chroniczny brak czasu kolejne wpisy ograniczały się właściwie do wklejenia kilku zdjęć okraszonych co najwyżej krótkimi zdaniami suchego komentarza.

PS. Jakby ktoś z Was przez przypadek zapomniał wyjąć z plecaka scyzoryk to na lotnisku w Tel-Avivie czeka Was półgodzinne przesłuchanie z tematem przewodnim - "dlaczego próbował Pan wnieść na pokład broń". Poza tym scyzoryk Wam bezczelnie ukradną i nie oddadzą.
23:44, m.medynski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2007
Jaffa, tym razem za dnia
Idziemy do Jaffy. Tym razem za dnia. Wyruszamy o 16:00. Słońce już nas raczej nie zabije. Po prawej stronie Morze Śródziemne, po lewej nowoczesne city Tel-Aviv.




Jaffa wydaje się być blisko, ale wijące się serpentyną wybrzeże podstępnie wydłuża dystans. Łyk wody i do przodu.




Prowadzi nas elegancki deptak, który ciągnie się wzdłuż wybrzeża, aż do samej Jaffy.











Im bliżej Jaffy tym struktura społeczna plażowiczów wyraźnie się zmienia. Jarmułki zastępują czadory i islamskie chusty.







W tym budynku znajduje się giełda diamentów. Firma reklamuje się m. in. w prasie codziennej. Okazuje się, że diamenty to towar jak każdy inny.







Od strony Jaffy Tel-Aviv prezentuje się następująco:




Zabudowania Jaffy:

























Widok z najwyższego punktu Jaffy:







Zrekonstruowana brama z 1500 roku przed Chrystusem. Kamienie rozsypane wokół wykorzystane zostały 3500 lat temu do budowy murów miasta.

















16:07, m.medynski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2007
Masada
Masada (hebr. Mitzada od słowa forteca) to nazwa starożytnej twierdzy żydowskiej położonej na szczycie samotnego płaskowyżu na wschodnim skraju Pustyni Judejskiej nad Morzem Martwym w Izraelu. Dostęp do płaskiego szczytu w kształcie rombu jest trudny, a twierdzy bronią strome kilkusetmetrowe zbocza - do 410 metrów nad poziom Morza Martwego.

Ponieważ najlepszym zdjęciem, które obejmuje całą Masadę, jakie udało mi się zrobić jest potworek poniżej...




... posłużę się również wikipediowym fotosem:




Aby dostać się do samej twierdzy należy skorzystać z kolejki górskiej lub pokonać pieszy szlak prowadzący na szczyt. Ponieważ Masada znajduje się na pustyni, która nie rozpieszcza chłodnym klimatem i nadmiarem orzeźwiających bryz, wycieczki turystów pakuje się do wagoników kolejki, z których rozciąga się następujący widok:










Na szczycie wesoło witają nas ruiny...




... i nieliczne zacienione miejsca




Fragmenty muru niegdyś szczelnie okalające twierdzę.




Część dawnych zabudowań została odbudowana. Efekty rekonstrukcji oznacza się czarną linią. Wszystko powyżej jest efektem pracy archeologów.












Na zdjęciu tego nie widać, ale żar był porażający. W zasadzie nie można powiedzieć, zebyśmy się pocili, bo pot nie spływał tylko od razu wyparowywał.



















Pan przewodnik opowiada historię Masady. A oto i ona (warto przeczytać):

Początki twierdzy sięgają rządów dynastii hasmonejskiej. W 40 p.n.e. w Masadzie schronił się Herod uciekając przed Partami. Od tego czasu upodobał sobie to miejsce. Herod udoskonalił jeszcze obronność twierdzy, wznosząc mury i wieże obronne oraz budując zbiorniki na wodę i magazyny na zapasy, co umożliwiało stawianie czoła oblężeniu przez długi czas. W roku 66 n.e. w czasie wojny żydowskiej Masadę zajęli zeloci. W roku 73 n.e. Masada była jednym z trzech ostatnich punktów oporu przeciw Rzymianom. Oblężenia twierdzy podjął się Flawiusz Silwa. Brało w nim udział 5 tys. żołnierzy rzymskich oraz 9 tys. niewolników i jeńców, wykorzystywanych głównie do prac ziemnych. Dzięki nim usypano skarpę, po której rozpoczęto szturm fortecy przy pomocy wieży oblężniczej. Kiedy zeloci dostrzegli bezcelowość dalszej obrony przystali na propozycję zbiorowego samobójstwa, wysuniętą przez swojego dowódcę ben Jaira. Każdy mężczyzna zabił żonę i dzieci, następnie wylosowano dziesięciu zelotów, którzy zabili pozostałych mężczyzn, z tych wybrano jednego, który zabił pozostałych i wreszcie popełnił samobójstwo. Pozostawiono nietknięte zapasy żywności aby Rzymianie wiedzieli, że nie wzięli twierdzy głodem. Flawiusz podaje liczbę 960 obrońców, którzy odebrali sobie życie. Ocalały dwie kobiety z pięciorgiem dzieci, ukryte w kanale.

Masada jest symbolem heroicznego oporu, aż do końca. Zwłaszcza dla Izraelczyków jest symbolem heroicznej walki. Na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową. Odgrywa tutaj taką rolę, jak Powstanie Warszawskie w Polsce.













Miejsce, w którym mury twierdzy zostały przerwane przez wojska rzymskie.







Zjeżdżamy:


20:29, m.medynski
Link Dodaj komentarz »
Co my tu jemy?
A więc w czasie pracy jest przewidziana godzinna przerwa na lunch. Wtedy to wszyscy pracownicy z okolicznych biur wybierają się do miejscowych restauracji, czyli Planet lub Elephanta. Ponieważ miejscowym zwyczajem jest, że to pracodawca płaci za lunch, obie restauracje w porze obiadowej pękają w szwach. Wachlarz serowowanych dań jest dość szeroki i obejmuje w zasadzie pełne spektrum gustów. My najczęściej zamawiamy:


Wołowinkę z toną zieleniny:




Kotlet z kurczaka z ryżem i zieleniną:




Sushi (w menu jest 12 rodzajów):




Chińszczyznę (na słodko lub na ostro):




Oprócz powyższych do hiciorów należą:
  • pasta bolognese,
  • pasta pesto,
  • hamburger (z ogromną ilością surówek).
  • sinta salad (saładka z kurczaka).
16:01, m.medynski
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 września 2007
Morze Martwe
Gdzie jest Morze Martwe? Ano na poniższej mapce ;)




Oczywiscie nie ma łatwo. Aby tam dojechac trzeba pokonać pustynne obszary wschodniej części Izraela. Upał totalny, zero cienia na szczęście autokar klimatyzowany. Uwagę Szanownych Czytelników zwaracam na fakt, iż mimo, że wokół pustynia, droga o jakości niespotykanej w Polsce: gładka, szybka, dobrze oznakowana.










Zamiast polskich krasnali ogrodowych do nabyca są wyroby z wikliny i ceramika.




Oczywiście nie może obyć sie bez kontroli. Ale w tym przypadku ma ona trochę inny cel. Tym razem nie chodzi o to, by przeszukać Arabów, czy przypadkiem nie mają przy sobie kałasza. Urozmaicenie polega na tym, żeby Arabów w ogóle na tą drogę nie wpuścić. Po prostu jest ona przeznaczona tylko dla Żydów i turystów. Oburzonym śpieszę donieść, że stało się to w wyniku ustaleń dokonanych przez obie strony. Arabowie budują własną drogę, w zasadzie tuż obok, która będzie przeznaczona tylko dla nich i żaden brudny innowierca nie będzie miał prawa z niej korzystać. W ten sposób na klaustrofobicznie małym obszarze Izraela próbuje się zapewnić separację zwaśnionych stron.




Stałym punktem wycieczek jest lokalna fabryka znanych podobno na całym świecie kosmetyków AHAVA. Ze względu na specyficzne właściwości wód Morza Martwego produkowane na jego bazie kremy mają cudowne właściwości (tak twierdzi firma). Pan przewodnik z nieukrywaną premedytacją zaprowadził nas do tego sklepu na środku pustyni, gorąco zachwalając asortyment. Niechętnie przewalając oczami po towarze próbowaliśmy odgadnąc wysokość jego prowizji.




Nareszcie morze. Zaczynamy od wzgórz go okalających...







...a kończymy na samym akwenie i notce encyklopedycznej:

Morze Martwe nie jest w rzeczywistości żadnym morzem, tylko śródlądowym jeziorem usytuowanym w najniższym punkcie Ziemi. Położone jest na 400 metrach poniżej poziomu morza, a w najgłębszym miejscu jego dno obniża się o kolejne 400 metrów. Morze Martwe jest także najbardziej zasolonym zbiornikiem wodnym, wielokrotnie bardziej niż Morze Śródziemne, Pacyfik czy Atlantyk. Nazwa „Morze Martwe” nie jest ani trochę przesadzona. Ze względu na skrajnie wysokie zasolenie wody, nie może tu istnieć żadne życie.



















Magda i Paweł W. prezentują potęgę siły wyporności mającej swoje źródło w niespotykanym zasoleniu tutejszych wód. Zero machania rękami, zero machania nogami i innych dziwnych ruchów, ciało samo się unosi. Jedyną niedogodnością jest bezwzględna konieczność chronienia oczu. Pewien Japończyk udowodnił, że można naprawdę głośno krzyczeć, gdy woda się do nich dostanie. Ponadto kąpiel powinna trwać do 20 minut. Przekroczenie tego czasu grozi poważnymi konsekwencjami dla skóry.




Paweł R. nie jest gorszy i efektownie dryfować też potrafi.




Podobno bardzo zdrowe błocko. Wszyscy z zapałem ośmiolatka się nim smarowali.







Kto nie chce się pluskać może pooglądać widoki.




Filmik:


21:02, m.medynski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6